Jednak fakty były jednoznaczne. Janet Walsh została uduszona nad ranem. Chyba znała mężczyznę, który podążał za nią lub czekał pod domem, a następnie został wpuszczony do jej mieszkania, o czym świadczył brak śladów włamania. I ta czystość, żadnych śladów przemocy…

Tych dwoje udało się natychmiast do sypialni. Czyżby „love story”, ze skutkiem śmiertelnym?

 

Wykrywacz kłamstwa

Detektyw Andy Gall słuchał, co mówią starsi i bardziej doświadczeni koledzy, a ci zdecydowali od razu: To musi być Scott Walsh, mąż denatki, który był z nią w separacji.

Małżeńska niezgoda, a więc konflikt, to częsty zaczyn zbrodni. Kryminalistyka potwierdza, że gdy ofiarą pada żona, a tym bardziej niemal była żona, sprawcą śmierci często bywa mąż.

Z tego właśnie powodu portret Scotta, pyzatego i długowłosego męża denatki, znalazł się na początku galerii pięciu portretów na ścianie komisariatu w miasteczku Monaca.

23-latek ciężko przeżył stan, w jakim się znalazł. Zawiadomiony o śmierci Janet, zjawił się w komisariacie wkrótce po przybyciu jej rodziców. Oni wiedzieli, że Scott jest człowiekiem o gołębim sercu, niezdolnym  do zabicia muchy, a co dopiero mówić o zabójstwie. Znali też aż zanadto dobrze swą córkę i jej niczym nieposkromiony apetyt na mocne życie, ujawniony na całego dopiero w ostatnich tygodniach tamtego lata, po formalnej separacji z tym chłopakiem.

Objęli go więc oboje i już zupełnie dla czystego sumienia zapytali:

Scottie, przecież wiemy, że to nie ty…!? Ale mów prawdę, bo przecież morderca Janet jest gdzieś wśród nas, w tym miasteczku… Scottie, to nie ty?!

Chłopiec pogrążył się wraz z nimi w płaczu i tylko polewał łzami ręce teściowej, do których szczerze i żarliwie przytulał twarz.

Już wiem, że to nie ty, dzieciaku… – wypłakała matka Janet.

Policjanci przyglądali się tym scenom ze spokojem, a jednocześnie niedowierzaniem, bo wyczuwali zdradę i kłamstwo. Posiadali dowody na to, że Scott w sprawie śmierci nierozwiedzionej jeszcze z nim żony nie ma czystego sumienia. Dlatego chyba łże, wciskając twarz w dłonie teściowej. Pierwszy, mocny dowód: kamery systemu bezpieczeństwa zarejestrowały jego samochód w pobliżu mieszkania Janet, kilka godzin przed jej śmiercią.

Były to pierwsze godziny nowego miesiąca. Chciałem podrzucić jej czek z alimentami ustalonymi przez sąd w decyzji o separacji, ale nie było jej w domu – tłumaczył Scott. I brzmiało to całkiem wiarygodnie.

Jednak, jak ustalili policjanci, Scott nie miał alibi na godziny poranne z 31 sierpnia na 1 września. Nikt nie potrafił potwierdzić, że był sam i spał – jak zapewniał – aż do rana w wynajmowanym mieszkaniu. Dlatego śledczy zaproponowali mu test na wariografie, na który Scott, po długim wahaniu i po konsultacji z adwokatem, w końcu się zgodził.

Wkrótce pożałował, bo wynik testu był dla niego niekorzystny. Urządzenie wykazało, że skłamał, i to dwukrotnie.

Odpowiadając na pytanie: „Czy zamordowałeś żonę?” zaprzeczył, a rejestratory mierzące stan napięć i świadomości osoby badanej wykazały, że nie powiedział prawdy.

Policjanci byli już niemal pewni, że mają sprawcę. W tym środowisku panuje przekonanie, że wariograf nigdy nie zawodzi, bo zwykły człowiek nie potrafi go oszukać. Mają więc sprawcę zbrodni, a jest nim Scott Walsh. Czy istnieje choćby cień wątpliwości? Przecież nieregularne linie wariografu, przypominające wykres EKG lub zapis sygnału o nadchodzącym trzęsieniu ziemi, przemówiły – aż dwukrotnie! – na jego niekorzyść!

Dwukrotne przetestowanie Scotta było również testem dla tej maszyny. Co będzie, gdy Scott okaże się niewinny? Znowu skandal z wariografem? Czyżby i tym razem wariograf, znany powszechnie jako wykrywacz kłamstw, miałby się okazać zawodnym urządzeniem nadającym się tylko na złom?

 

Janet nieznana

Scott Walsh jak na razie pozostał na wolności. Nie było żadnych podstaw do jego aresztowania. Nie wsadza się za kraty człowieka wyłącznie za brak alibi lub niekorzystne dla niego wykresy wydrukowane przez maszynę. Zwłaszcza człowieka takiego jak Scott, za którym wstawiają się rodzice zamordowanej Janet.

W tej sytuacji detektyw Andy Gall nie mógł zrobić nic innego, jak nadal drążyć temat. Szukając tropów, w każdym możliwym kierunku, skoncentrował swą uwagę na ostatnich dniach i godzinach w życiu Janet Walsh.

Odkrył Janet jako dziewczynę, której właściwie nikt nigdy nie poznał do końca. Nawet jej mąż, rodzice i bracia. Niemal każdy dzień śledztwa odsłaniał jej kolejne tajemnice. Potwierdzały się stare prawdy o tym, że wygląd, zachowanie i przyjemny uśmiech na twarzy nie zawsze świadczą o prawdziwym obliczu. Życiorys denatki udowadniał, że nawet w środowisku małego miasteczka, jakim jest Monaca, można długo i skutecznie ukrywać sprawy niewygodne dla młodych kobiet, uważanych powszechnie za mężatki szczęśliwe i przykładne.

Janet Walsh, drobna, niewysoka, szczuplutka brunetka o naiwnym, niewinnym spojrzeniu, w wieku 23 lat nie była już tym dziewczęciem ślepo zakochanym w chłopaku ze szkolnych lat, a następnie jej mężu, z którym usiłowała spłacić porządny, dwupiętrowy dom z ogródkiem oraz dwa nowe samochody. Pragnęła więcej i dawała z siebie wszystko, by to osiągnąć. Pojawiali się przy niej różni mężczyźni: niektórzy tylko na parkiecie dyskotek, byli też tacy, których sprowadzała potajemnie do sypialni.

< 1 2 3 4 5>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]