Pierwszy z worka

Już po miesiącu śledztwa rozwiązał się worek z podejrzanymi, których portrety zaczęły stopniowo wypełniać ścianę komisariatu w Monaca. Tworzył się pierwszy rząd obrazów, a potem drugi. Uśmiechał się tylko Scott Walsh, otwierający tę galerię. Za nim poszedł dwuszereg całkiem ponurych drabów, nieszczęśliwych z powodu uhonorowania w taki sposób.

Pierwszym z nich okazał się Robert McGreen, niemal trzydziestoletni mężczyzna o długich włosach, chudy i mocno zaniedbany, określany przez policję jako „wędrowny hipis”. Zatrzymał się w tym pensylwańskim miasteczku na jakiś czas podczas podróży z Florydy do Massachusetts. Pierwszej nocy poszedł do najbliższego baru nocnego, a tam ujrzał szalejącą w tańcu dziewczynę.

Robert McGreen szybko ocenił łatwość ewentualnego podboju i przystąpił do akcji. Zeznali o tym młodzi ludzie, z którymi Janet w tę ostatnią noc sierpnia bawiła się, popijając i tańcząc w jednym barze, a następnie przeskakując do kolejnego lokalu. Taki styl spędzania nocy nie jest niczym nagannym, ale może się przyczynić do nieporozumień w zawieranych w pośpiechu i na tle ogłuszającej muzyki kontaktach damsko-męskich, kończonych niekiedy w areszcie, a co gorsza – na cmentarzu.

Ten dziwnie wyglądający hipis przykleił się do Janet na parkiecie – zeznała jedna z jej koleżanek.

 Wędrowny hipis został przesłuchany kilka dni po śmierci Janet. Powiedział, że trochę potańczył z tą dziewczyną, ale ona nie wyrażała ochoty na ciąg dalszy i zostawiła go samego na parkiecie.

Zeznawał tak: – W tych błyskających światłach dyskotekowych prezentowała się jako wybitna piękność. Wspaniale ruszała się w tańcu. Straciłem dla niej głowę i gdy zarzuciła mi ręce na szyję od razu pomyślałem, że już ją mam. Natychmiast przyszły mi do głowy cudowne pomysły. Jedziemy do ciebie, czy tak? Ona w tym momencie wyczarowała ten bajeczny uśmiech, który zwalał z nóg. Wyobraźcie sobie, takie małe stworzenie, a tak straszna siła oddziaływania na mężczyznę! Powiedziała: Nie, nie! Nie możemy pojechać do mnie, bo żyję w separacji z zazdrosnym mężem, który nigdy nie spuszcza mnie z oczu!  No cóż, chyba nikt nie chce dostać w twarz od rozwścieczonego zazdrością nieznanego faceta… Dlatego z wielkim żalem, ale pozostawiłem ją na parkiecie i wróciłem do motelu.

Wędrowny hipis przez niemal dwa tygodnie nie mógł wyruszyć w dalszą drogę. Dwukrotnie oblał  test na wariografie. Jego zdjęcie trafiło na ścianę komisariatu w pensylwańskim miasteczku. Został na trzy dekady pierwszą ponurą twarzą, kontrastującą z portretem uśmiechniętego Scotta. Po mężu Janet był  drugim „żelaznym podejrzanym” wskazanym przez wariograf. Wykrywacz kłamstwa dwukrotnie zareagował nerwowo, gdy stawiano mu całkowicie proste pytania: – Gdzie byłeś tamtej nocy? Czy zamordowałeś te dziewczynę?

Upłynęło wiele lat, zanim ostatecznie rozwiano wątpliwość: dla kogo był to test prawdy –  dla człowieka czy dla maszyny?

 

Piękny blondyn

Tymczasem detektyw Andy Gall oraz jego koledzy nie poprzestawali w wysiłkach w poszukiwaniu prawdy o życiu Janet oraz osoby, która przecięła je w samym jego rozkwicie.

W połowie września 1979 roku zgłosili się sąsiedzi i poinformowali o tajemniczym mężczyźnie, który późnym wieczorem 31 sierpnia, w czasie, kiedy Janet szalała w kolejnych klubach i dyskotekach, próbował ją odnaleźć.

Ten młody człowiek, przystojny i starannie ubrany w garnitur, koszulę z krawatem i dobre buty (sąsiedzi zapamiętali aż tyle szczegółów!) nie znał adresu Janet. Oni pamiętali ją dobrze, jak zresztą wszyscy na tej ulicy i wskazali właściwy dom. Młody mężczyzna uśmiechnął się grzecznie, podziękował i poszedł we wskazanym kierunku.

Spotkanie z nim trwało wystarczająco długo, by sąsiedzi nie wymazali z pamięci jego wyglądu. Zgodzili się więc na kilkugodzinną sesję z policyjnym grafikiem. Rezultatem był portret pamięciowy tajemniczego wielbiciela Janet: blondyn o prostym i wąskim nosie, wypukłych ustach, dużych oczach, wysokim czole, z długimi włosami zaczesanymi za uszy.

Portret pamięciowy pięknego blondyna zajął poczesne miejsce na ścianie komisariatu, już jako trzeci.

 

Z własnym szefem

Portret czwarty zawisł na początku drugiego rzędu w rezultacie donosu złożonego przez Sue Niedergal, najlepszą przyjaciółkę Janet.

Dziewczyny takie jak my, znające się od dzieciństwa, przeważnie wiedzą wszystko o sobie… – stwierdziła na początku przesłuchania. Następnie opowiedziała wszystko, co było jej wiadome o utrzymywanym w całkowitej tajemnicy intymnym związku Janet z Ronem Ciccozzim, jej szefem i właścicielem kompanii produkującej sprzęt chłodniczy. Był on mężczyzną żonatym, w lokalnym środowisku dobrze znanym i szanowanym. Jego żona należała do czołówki miejscowych piękności, dlatego detektywów trochę dziwiło, że ten milioner poszedł na potajemne stosunki z szarą jak mysz, drobniutką sekretarką.

Po bliższym zbadaniu donosu ustalono, że Janet i jej szef zaczęli ze sobą sypiać niemal natychmiast po jej separacji ze Scottem, aż do jej śmierci. Obciążał  go fakt, że tamtej feralnej nocy z 31 sierpnia na 1 września podążał śladem Janet w jej szaleńczej eskapadzie przez bary i dyskoteki. Widziano go co najmniej w dwóch miejscach, gdzie Janet piła i tańczyła.

< 1 2 3 4 5>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]