Kasiu, nie przejmuj się! Żaden facet nie jest tego wart, żeby po nim płakać – Anna Nowaczyk przytuliła córkę, by choć dobrym słowem poprawić jej nastrój po stracie chłopaka.

Wydawało się, że związek 22-letniej dziewczyny z Marcinem Łapalskim to coś poważniejszego. Młodzi chodzili ze sobą od roku, mieli wiele wspólnych pasji, spędzali ze sobą niemal każdą wolną chwilę. Rodzice spodziewali się, że lada miesiąc on się jej oświadczy, a potem to już wiadomo: ślub, huczne wesele, a kilkanaście miesięcy później pojawi się pierwszy wnuczek.

Życie zweryfikowało marzenia. Któregoś marcowego dnia Katarzyna

Nowaczyk wróciła do domu w wyjątkowo podłym humorze. To było do niej

zupełnie niepodobne. Zawsze uśmiechnięta, roześmiana, a tu taka zmiana!

Kiedy tylko Kasia pojawiła się w progu mieszkania, rodzice domyślili się, że stało się coś złego. Nie mieli jednak odwagi zapytać, co się wydarzyło. Czekali, aż ich jedynaczka wyrzuci z siebie dręczący ją problem. Ona jednak nic nie mówiąc, poszła do swojego pokoju, rzuciła się na łóżko i rozpłakała się, tuląc twarz do białej poduszki.

Dopiero godzinę później wyjaśniła się przyczyna jej zachowania. Okazało się, że jej chłopak, a prawie już narzeczony, z którym snuła poważne plany na przyszłość, ma inną dziewczynę. Dowiedziała się o tym od koleżanki z pracy. Kiedy spytała go o to wprost, on nawet nie próbował nic ukrywać.

– Tak! To prawda! Nie jesteśmy dla siebie stworzeni! Między nami wszystko skończone! – kilkoma krótkimi zdaniami brutalnie obwieścił zakończenie ich związku.

Rozstanie boleśnie zraniło serce Katarzyny Nowaczyk, choć początkowo nie było tego po niej widać. Z miesiąca na miesiąc coraz bardziej doskwierała jej samotność. Znajomi namawiali ją, żeby spróbowała szczęścia w jakimś serwisie randkowym.

– To nic wstydliwego. W XXI wieku wielu ludzi szuka tam swojej drugiej

połówki – tłumaczyli jej.

– Dajcie spokój. Na razie nie mam z tym żadnego problemu – próbowała obrócić w żart ich rady, jednak kilka razy przejrzała internetowy serwis „Dwa serca” i nawet założyła w nim konto.

To w ten sposób poznała Adama Bielaka, 32-letniego prawnika, podobnie

jak ona mieszkającego w Szczecinie. Tak przynajmniej się przedstawił w internecie. Od kilku tygodni wymieniała się z nim mailami, wreszcie udało się go namówić, by przyjechał do niej na obiad.

Na tę pierwszą wizytę Adam Bielak spóźnił się prawie godzinę. Na szczęście

uprzedził ją SMS-em, że to z powodu spraw służbowych. Wreszcie w progu mieszkania stanął wysoki, przystojny mężczyzna. Przywitał się, wręczył matce i jej po bukiecie kwiatów.

– Przepraszam za spóźnienie. Miałem dzisiaj trudną sprawę o zabójstwo

w Sądzie Apelacyjnym w Koszalinie. Klient, którego bronię, w rozprawie

odwoławczej zdecydował się na złożenie szczegółowych zeznań. Niestety, zeszło przez to trochę dłużej, niż początkowo przypuszczałem – sumitował się od progu.

– Pierwsze koty za płoty. Najważniejsze, że te piękne kwiaty nie zwiędły – Katarzyna od pierwszych chwil była oczarowana nowym znajomym. – Moja mama była kiedyś ławnikiem, więc doskonale rozumie, że Temida nie tylko ma zawiązane oczy, ale i nie ma zegarka na ręku – próbowała żartem rozładować sytuację.

– Córeczko, zaproś pana do pokoju, ale przedtem może pokaż, gdzie jest łazienka – zaproponowała matka Kasi. – Na pewno twój nowy znajomy będzie chciał umyć ręce po podróży. Przecież z Koszalina jest ponad 150 kilometrów.

– Chętnie skorzystam. Wprawdzie droga nie była męcząca, ale z miłą chęcią odświeżę się – odpowiedział przybysz i pomaszerował we wskazanym kierunku.

Kiedy mężczyzna zamknął za sobą drzwi łazienki, Anna Nowaczyk zawołała

do kuchni córkę.

– Nie podoba mi się ten facet. Córeczko, wydaje mi się, że to oszust! – stwierdziła teatralnym szeptem.

– Ależ mamo?! O co ci chodzi. Dopiero co przyszedł, a ty już tak źle go

oceniasz?

Czy kobieta miała podstawy, aby nie ufać Adamowi Bielakowi?

Rozwiązanie zagadki kryminalnej na kolejnej stronie.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze