Robert Stevenson jest znanym kolekcjonerem numizmatów. To pasjonat starych monet, szczególnie tych pochodzących z najdawniejszych czasów. Perłami w koronie jego zbiorów są unikatowe dzisiaj eksponaty, wybite jeszcze w czasach starożytnej Grecji i Cesarstwa Rzymskiego.

Kolekcjoner był niezwykle dumny ze swego cennego zbioru, który nieustannie wzbogacał i uzupełniał kolejnymi nabytkami. Trzeba zresztą powiedzieć, że w tej specjalnej dziedzinie wiedzy historycznej, jaką jest numizmatyka, został uznany za wysokiej klasy specjalistę.

Przypadek sprawił, że pan Stevenson mający doskonałe kontakty i rozeznanie wśród podobnych mu zbieraczy starożytności, dowiedział się, że grupa młodych płetwonurków z Londynu, podczas wakacyjnych, a zarazem nielegalnych nurkowań u wybrzeży przylądka Matapan na Peloponezie, znalazła na dnie morza skarb. W tym miejscu trzeba podkreślić, że swobodne nurkowanie z akwalungiem przez turystów u wybrzeży Grecji jest zakazane przez tamtejsze władze. Zakaz ten będzie bardziej zrozumiały jeśli się zważy, że dno morskie wokół tych wybrzeży kryje w sobie zapewne jeszcze wiele skarbów starożytnej kultury, które stanowią cenne dziedzictwo cywilizacyjne i historyczne współczesnej Grecji. Dlatego też nurkowanie rekreacyjne może tam odbywać się tylko na wyznaczonych akwenach i to z reguły pod nadzorem upoważnionych osób.

Robert Stevenson zdawał sobie sprawę, że młodzi płetwonurkowie weszli w posiadanie starożytnych skarbów w sposób nielegalny (była to przecież zwykła kradzież i przemyt), to jednak pasja zbierania i chęć posiadania unikatów wzięła w nim górę, i po dłuższych staraniach o nawiązanie dyskretnego kontaktu z młodymi płetwonurkami, w końcu mu się to udało.

Do spotkania Stevensona z jednym z nich doszło w wielkiej tajemnicy i z zachowaniem wszelkich środków ostrożności. Młody człowiek przyniósł na spotkanie kilka srebrnych monet, w których doświadczony numizmatyk rozpoznał bez wątpienia starożytne greckie srebrne drachmy. Mimo, że zarówno awers jak i rewers monet był nieco zamazany (wilgoć i upływ czasu zrobiły swoje), to jednak ich autentyczność – w ocenie Stevensona – nie budziła wątpliwości. Właściciel tych cennych przedmiotów ujawnił, że ma ich więcej. Dodał tylko, że monety przetrwały wieki w tak doskonałym stanie, ponieważ były  szczelnie zamknięte w niewielkim marmurowym naczyniu.

Na pytanie numizmatyka, czy w znalezisku oprócz starożytnych greckich drachm znajdowały się jeszcze jakieś inne monety, młody człowiek odparł, że i owszem. Przyznał, że nie jest znawcą w tej dziedzinie, ale po oczyszczeniu dwóch innych monet i odcyfrowaniu awersu i rewersu przez szkło powiększające uważa, że te dwie inne monety to najprawdopodobniej rzymskie złote aureusy, pochodzące z okresu, gdy starożytny Rzym był jeszcze republiką.

Robert Stevenson aż zbladł z wrażenia na wieść, że może stać się posiadaczem niezwykle cennych i unikatowych monet, czyli obiektów, których posiadanie jest marzeniem każdego numizmatyka. Na samą myśl o tym, że wreszcie ma w zasięgu ręki niezwykle cenne przedmioty, niestety zapomniał o przepisach prawa. Młody człowiek zażądał bardzo wysokiej ceny za jedną złotą  monetę, jednak po krótkim targu sprzedający i kupujący uzgodnili wysokość zapłaty, która była o połowę niższa od ceny wywoławczej. Obaj zdawali sobie bowiem sprawę, że jest to nielegalna transakcja, której ujawnienie może grozić obydwu bardzo poważnymi konsekwencjami prawnymi. Spotkanie finalizujące transakcję wyznaczyli już na drugi dzień.

Robert Stevenson przyjechał samochodem w wyznaczone miejsce na kilkanaście minut przed umówioną godziną spotkania. W podręcznym neseserze miał przygotowaną znaczną kwotę pieniędzy, którą miał wręczyć sprzedawcy w zamian za dwie starożytne monety.

Młody człowiek przyszedł na spotkanie punktualnie. Wsiadł do auta Stevensona i wyjął z kieszeni mały pakiecik, owinięty w białą, miękką bibułkę. Numizmatyk drżącymi z emocji rękoma wziął jedną ze złotych monet w dwa palce, na oko założył zegarmistrzowską lupę i zaczął uważnie przyglądać się niezwykłemu okazowi. Tak jak oglądane poprzedniego dnia srebrne drachmy, również ta złota moneta miała mocno zatarty rysunek awersu i rewersu, jednak dzięki lupie nałożonej na oko, numizmatyk mógł odcyfrować większą część rzymskich liter, układających się w  napis 83 p.n.e., umieszczony na rewersie monety, tuż przy krawędzi obwodu. Robertowi Stevensonowi z wrażenia krew odpłynęła z twarzy…

Po małej chwili, spowodowanej wyraźnie widocznymi na jego twarzy emocjami, numizmatyk nerwowo położył rękę na neseserze z pieniędzmi…

Czy moneta była prawdziwa? A jeśli fałszywa, to dlaczego?

Rozwiązanie zagadki kryminalnej na następnej stronie.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze