Maria Kwiatek, 26-letnia barmanka, była jeszcze panną. Pracowała w restauracji Stylowa w Katowicach. Zadawała szyku. Jej znakiem rozpoznawczym była misternie ułożona fryzura i luksusowa garderoba – na pierwszy rzut oka widać, że z zagranicy. Koleżanki zawistnym okiem patrzyły na Maryśkę. Zazdrościły jej nie tylko eleganckich sweterków, szałowych sukienek i bluzek z bufkami, ale także odwagi. Maryśka bez cienia wstydu ubierała mini. Zgrabną figurę często podkreślała paskiem noszonym na wysokości talii.

Stali bywalcy szybko ochrzcili ją „Królową”. Pseudonim przyjął się błyskawicznie i z czasem, gdy ktoś na mieście stwierdzał, że idzie na setkę do „Królowej”, nie musiał nawet wymieniać nazwy restauracji.

Współpracownicy Marii nazywali ją jednak inaczej: „Żandarm”. Jak można się domyślić, nie był to przejaw sympatii.

– Wystarczyło, że któraś z nas coś niechcący rozlała, nie daj Boże coś mocniejszego, zaraz kazała płacić z własnej kieszeni albo egzekwować od klienta – żaliła się kelnerka Lusia.

– Wiadomo, że nikomu z nas nie paliło się płacić z własnej kieszeni – dodawała ze wstydem.

Dyskusji z „Żandarmem” nie było.

– Na twoje miejsce chętnych nie brakuje – błyskawicznie zamykała usta co bardziej pyskatym.

 

Nawet spódniczka nie pomoże

Zainteresowanie funkcjonariuszy Stylową nie dotyczyło złego traktowania koleżanek przez Marię. Początkowe regularne odwiedziny mundurowych nie wzbudzały zainteresowania „Żandarma”. Wręcz przeciwnie. Czując już presję uciekającego czasu i rozumiejąc, że powoli wchodzi w stan staropanieństwa, nienachalnie acz wymownie kręciła spódniczką tuż przed stolikiem, przy którym rozsiadali się milicjanci.  Prawdopodobnie, gdyby sprawę prowadzili tylko ci młodzi i niedoświadczeni, skończyłoby się na płomiennym romansie z „Królową”, a może nawet czymś więcej…

– Płoński, jak się zaraz nie opamiętacie, to odsunę was od sprawy – rugał sierżanta porucznik Chacicki.

Sprawa była rzeczywiście poważna.

Mundurowi otrzymali sygnały, że bufetowa Stylowej dokonuje systematycznych oszustw.

Zyski z tego procederu miały sięgać setek tysięcy złotych. Pieniądze z nielegalnych dochodów miały trafiać także do kieszeni niektórych kontrolerów.

Milicjanci stanęli przed nie lada wyzwaniem. Musieli udokumentować oszukańczy proceder. Osoby sprawujące kontrolę finansową nad bufetem nie wchodziły jednak w rachubę. Trzeba było gruntownie zbadać strukturę organizacyjną gastronomii, w szczególności jej ogniw kontrolnych. Spodziewano się, że Maria Kwiatek jest tylko jedną z figur, ale od rozmowy z nią zależał dalszy bieg śledztwa. Mundurowi musieli doskonale przygotować się do spotkania, a tym samym szczegółowo poznać cechy charakteru „Królowej” i obyczaje panujące w Stylowej. Porucznik Chacicki postanowił, że trzeba pogadać z pomocnicami barmanki. Jak się szybko okazało, był to strzał w dziesiątkę.

– Dla niej nie liczy się nawet znajomy. Razu jednego wpadł tu mój chłopak. Patrzę, a ta mu „chrzci” kieliszek. Zdenerwowałam się i powiedziałam, że to dla mojego narzeczonego. Nawet się nie zmieszała. Wzruszyła ramionami i stwierdziła: „Trzeba walczyć z alkoholizmem, a zresztą jak mniej wypije, będzie rozsądniej gadał” – Rysia Żarska wyjawiła milicjantom praktyki „Żandarma”. – Zresztą nie tylko wódkę rozrabiała. Wodę dolewała też do flaków, bo jak mówiła: „Ludzie są za grubi, trzeba pomóc im schudnąć”. Kranówy nie żałowała tylko, jak ktoś zamówił kawę, ale sypała jej tylko tyle, co by ledwo dno szklanki przykryć.

Pomocnica barmanki potwierdzała słowa kelnerki:

– Wszyscy brzydziliśmy się jej oszustwami, ale każdy bał się o robotę. Było wiadomo, że ma ­znajomości w kierownictwie. Wszyscy wiedzieli, że daje im łapówki.

Zeznania kobiet obfitowały w emocje, ale i fakty, które kształtowały coraz wyraźniejszy obraz, pozwalający uchwycić mechanizm nadużyć i listę wspólników z różnych szczebli służbowych.

 

Kiedy dziewczyny wyżaliły się z tego, co najbardziej leżało im na wątrobach, a co najważniejsze – spotkało się to ze zrozumieniem i współczuciem mundurowych, zaczęły odpowiadać na coraz konkretniejsze pytania.

– Co ułatwiało systematyczne oszustwa? – dopytywał porucznik Chacicki.

– Myślę, że sposób rozliczeń. Najpierw robi się rozliczenie, a potem przedstawia bufetowej. Bez kontroli kasy. Bufetowa sama liczy pieniądze i wpłaca końcowe saldo. Nikt nie wie, ile jest faktycznie gotówki, a to przecież niezgodne z przepisami – uprzejmie donosiła jedna z pracownic Stylowej.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze