Funkcjonariusze tylko chwilę zastanawiali się, czy łamanie przepisów o podstawowym znaczeniu wynika z niefrasobliwości „rozliczeniowych”…

 

Ręka rękę myje

Maria Kwiatek została zatrzymana. Przedstawiono jej zebrane przez milicję dowody. Zgodnie z przewidywaniami porucznika Chacickiego, zaczęła mówić. Wcześniej jednak, oszołomiona „Królowa” dochodziła do siebie.

– Skąd oni to wszystko wiedzą? – powtarzała w myślach. Kiedy doszła do wniosku, że nawet gdyby dowiedziała się, skąd milicja dysponuje takimi informacjami, nie zmieniłoby to jej niekorzystnego położenia.

– Widzę, że wiecie dużo, ale tylko o mnie – zaczęła hardo. – Tymczasem nie byłam w tym sama – i tu podała nazwiska kilku barmanek i kierowników katowickich restauracji.

– Wszyscy odpalaliśmy tamtym działkę… – ciągnęła. – Nieźle się przy nas obłowili. Zarabiali lepiej od nas. Język rozwiązywał im się przy koniaczku…

Maria Kwiatek, widząc niewesołe położenie, w jakim się znalazła, sypała koleżanki zamieszane w oszustwa:

– Zapoznawały mnie z rozliczeniami bez kontroli kasy. Wpłacałam saldo i kwita. Za „przychylne oko” rozliczeniowe dostawały ode mnie prawie całą legalnie otrzymywaną pensję.

– Czym uwarunkowane były haracze płacone przez panią osobom spoza restauracji? – dopytywał porucznik Chacicki.

– Pozostaniem w lokalu. Sprzeciw skończyłby się przeniesieniem do lokalu, gdzie trudno uciułać 100 złotych tygodniowo – tłumaczyła Maria.

Takie wyznanie spowodowało, że mundurowi bardzo chcieli poznać miesięczne „zarobki” panny Kwiatek. Oczywiście, chodziło im o te, które płynęły z przestępczego procederu. „Królowa” zasłaniała się niepamięcią. Słabła, bladła, ostatecznie nic nie powiedziała.

W czasie, gdy kończono przesłuchanie Marii Kwiatek, grupa funkcjonariuszy sprawdzała inne barmanki i kierowników restauracji. Trzeba było zdobyć dowody rzeczowe. Okazało się, że żmudna praca nie poszła na marne.

Ustalono, że suma przywłaszczonych drogą oszustw pieniędzy przekracza milion złotych.

Mimo twardych dowodów przestępcy jak mantrę powtarzali: „Nie przyznaję się do winy”. Ich obrońcy, czołówka śląskiej palestry, dwoili się i troili, ale dowody złożone na sędziowskim stole mówiły same za siebie.

Ostatecznie Sąd Wojewódzki w Katowicach uznał winę wszystkich oskarżonych. Trzy bufetowe usłyszały wyroki 8 lat pozbawienia wolności, a czterech kierowników zostało skazanych na kary od 3 do 5 lat więzienia. Wszystkim oskarżonym sąd wymierzył wysokie grzywny.

Anna Jagodzińska

Personalia i szczegóły zostały zmienione.

< 1 2

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]