Roman Kaleta w „Sensacjach z dawnych lat” pisze, że „o przeobrażeniu się precedensu, jaki musiał się zdarzyć w czasach niepamiętnych, w obyczaj tolerowany przez ustawodawców i żywotny przez tyle wieków, zdecydowało wiele czynników. Najważniejszym był brak rąk do pracy oraz gwarancja reedukacji więźnia, jaką dawała społeczeństwu kobieta uwalniająca złoczyńcę od śmierci”. Chyba ten drugi wzgląd był ważniejszy, chociaż dla kobiety wiązało się z tym duże ryzyko; znane były przypadki, że ów optymizm reedukacyjny oparty na korzystnym wyglądzie skazańca, kończył się fatalnie dla uczuciowej damy.

     Zdarzało się także, że kawaler wypraszał sobie pannę z ręki kata, pod warunkiem, że ją poślubi.

Musiało też tak być kiedyś, że nieżonaty kat zapragnął oszczędzić urodziwą panienkę, by została jego żoną. Wśród ludu znana bowiem była piosenka, którą Jan Stanisław Bystroń odnotował w „Dziejach obyczajów w dawnej Polsce”: „Przyszedł młody kat do niej: / Chcesz ty Marysiu moją być? / Chcę cię od śmierci wykupić. / Kiedym nie była wójtową, / Nie chcę być panią katową. / Upalcie ze mnie popiołu. / Rozsiejcie go sobie po polu”.

Znana być musiała jeszcze inna piosenka, bo kołacze się ona jeszcze do dziś: „… Nie chciałam być wójtową, a tym bardziej katową / oj, ścinaj, ścinaj, moją śliczną szyję, niech ja już dłużej nie żyję…”

     Katowski fach wzbudzał taką odrazę, że dziewczyna wolała zginąć, niż zostać towarzyszką życia mistrza sprawiedliwości.

Nie było innego wyjścia, jak ożenić się dużo wcześniej niż poślubiło się katowski miecz. Tak postąpił wspomniany tu już wcześniej „Stefanek”, który ożenił się ponad dekadę wcześniej, mając byt zapewniony, bo „mosty na Bugu dozorował”. Dopiero gdy wypadki wojenne pozbawiły go majątku, chwycił się „niegodnego rzemiosła”. Żona musiała być zadowolona, bo gdy zmarł „na znak czułego przywiązania jako dobremu mężowi i kochającemu ojcu”, wystawiła mu „pomnik wdzięczności, prosząc o westchnienie do Boga”. Kazała też wyryć na nim stosowny wiersz: „Tak naznaczyły Boskie wyroki, / Abyś tu swoje położył zwłoki / Nad zgonem twoim, łzy leje żona / Z dziećmi twojemi osierocona”.

Kamień z powyższymi inskrypcjami tkwił „w murze okalającym cmentarz, za kościołem od drogi bitej”; obok drugi upamiętniał Kacpra Böhma, syna Stefana Beyma, bo tak ich nazwiska zostały wyryte w kamieniu. Syn – kat, który po 72-letnim ojcu objął funkcję „egzekutora wyroków sprawiedliwości”, żył tylko lat 46. Oba te kamienie opisał w XIX-wiecznej monografii poświęconej Cmentarzowi Powązkowskiemu Kazimierz W. Wójcicki. Czyżby, mając na uwadze ich haniebną profesję, pochowani zostali pod murem cmentarnym, jak to czyniono w przypadku samobójców? Jest to możliwe, skoro zdarzały się przypadki, że nikt nie chciał nieść trumny kata na pogrzebie.

Stanisław Milewski

< 1 2

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze