Inny przykład. W latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia, podczas kręcenia filmu pornograficznego, doszło do nieprzewidzianego zdarzenia. Aktorkę, weterankę wielu tego typów filmów, ukąsił w pierś wąż. Nie był to oczywiście wąż jadowity, bo ekipa dbała o personel. Usunięto mu też zęby, które mogły spowodować jakieś komplikacje zdrowotne. Mimo tych zabezpieczeń, doszło do śmiertelnego wypadku. Zdechł wąż… zatruwając się silikonem, zapewniającym jędrność piersi aktorki.

 

Ujemne skutki urozmaiceń

Powyższe przypadki potwierdzają to, co od dawna było wiadomo. Podczas seksu najbardziej ryzykują ci, którzy znudzeni konwencjonalnym podejściem do problemu, zaczynają eksperymentować. Choćby papież Paweł II, który zmarł w trakcie zabawy sado-masochistycznej z jednym ze swych młodocianych kochanków.

Eksperymentowali też państwo Taylor z miasta York w Pensylwanii. Często przed pójściem do łóżka zabawiali się prądem elektrycznym. Doszli nawet do pewnej wprawy, jednak za którymś razem zabawa skończyła się tragicznie. Latem 2008 roku oboje wrócili z jakiegoś przyjęcia. Byli tak pobudzeni, że natychmiast przystąpili do gry wstępnej.

Rozebrali się do naga, po czym Toby zakleił żonie usta taśmą, przypiął metalowe klamerki do jej sutków, podłączył przewody elektryczne i włączył prąd. Kobieta padła po czwartym podłączeniu, ale Toby pomyślał, że to tylko część zabawy.

Sądził, że dla lepszego efektu żona udaje. Dopiero po chwili zorientował się, że ta nie żyje.

By urozmaicić nieco swoje życie erotyczne, Simon Burlej z miasta Grimsby w Anglii zaproponował swojej dziewczynie zabawę w nazistów. On stanął na krześle i założył sobie stryczek na szyi, ona zaś miała pokrzyczeć na niego, wytrącić mu stołek spod nóg i czym prędzej przeciąć pętlę. Z początku wszystko szło zgodnie z planem. Ona srogo krzyczała, on potulnie stał na stołku z założoną pętlą. Zawiódł nóż. Był zbyt tępy, by dziewczyna na czas przecięła pętlę. Gdy jej się to wreszcie udało, Simon już nie żył.

 

Zabawa w podduszanie

Simon Burlej nie bez kozery założył sobie stryczek na szyi. Słyszał gdzieś, że dzięki podduszaniu, czyli kontrolowanemu ograniczeniu dopływu tlenu do płuc, można osiągnąć wyższy poziom stymulacji seksualnej. Nie był ani pierwszym, ani ostatnim, który chciał tego spróbować. Z podobnym skutkiem podduszał się znany hollywoodzki aktor, David Carradine. W czerwcu 2009 roku został on znaleziony martwy w Bangkoku, gdzie kręcono film z jego udziałem. Wisiał na lince od zasłon na drążku w szafie w pokoju hotelowym.

Miejscowa policja podejrzewała na początku morderstwo lub samobójstwo. Szybko jednak wykluczono obie ewentualności, bowiem drzwi do pokoju zamknięte były od wewnątrz, a linka związana w niespotykany u samobójców sposób. Oplatała nie tylko szyję nagiego aktora, ale też i jego genitalia. Poza tym ustalono, że poprzedniego dnia aktor sporo wypił w hotelowym barze, po czym sam udał się do swego pokoju.

Był pobudzony, prawdopodobnie więc zapragnął doznań erotycznych. Być może zaprosił do siebie prostytutkę, być może to jej też kazał się związać. Najpewniej to jednak on sam, z własnej nieprzymuszonej woli, podduszał się i wieszał w szafie.

Podduszanie jest na tyle często spotykaną praktyką seksualną, że zyskało sobie nawet określenie naukowe. Kontrolowane ograniczanie dopływu powietrza do płuc w celu osiągnięcia wyższego poziom stymulacji seksualnej nazywa się asfiksjofilią i jest dość częstą przyczyną śmiertelnych zejść. Jej ofiarami padają najczęściej mężczyźni, często młodzi. David Carradine w chwili śmierci miał 73 lata, ale już Michael Hutchence, lider zespołu INXN, 37 lat, a znany prezenter telewizji BBC, Kristian Digby, zaledwie 33 lata.

Tyle samo lat miał też argentyński wiceminister handlu zagranicznego, Ivan Heyne. Znaleziony został w grudniu 2011 roku, w pokoju hotelowym. Podobnie jak Carradine, siedział nagi w szafie, miał zadzierzgnięty na szyi pasek od spodni, a na dłoniach własne nasienie. Gdy prezydent Fernandez dowiedziała się o śmierci swego ministra, zasłabła. Taki skandal w jej gabinecie…

 

Zdarzenia losowe

Zawał serca, apopleksja, alergia, prąd elektryczny, uduszenie… Czy może być coś gorszego? Owszem! Do tych wszystkich przypadłości dochodzą jeszcze różne zdarzenia losowe. Taki na przykład pociąg. Nigdy nie wiadomo po którym torze będzie jechał. Pewien 28-letni obywatel RPA poznał w barze, w miasteczku Kinross, atrakcyjną dziewczynę. Poszli na spacer, a później pozwolili sobie na chwilę uniesienia. Jako miejsce spełnienia swych fantazji wybrali torowisko nieczynnej stacji kolejowej. Sądzili, że nic im nie grozi. Pomylili się. Nie wiedzieli, że stacja nieczynna jest tylko dla pociągów osobowych, a nie dla pociągów towarowych. Oboje zginęli na miejscu.

Jeszcze bardziej mrożąca krew w żyłach historia wydarzyła się w Zimbabwe, nieopodal miasteczka Kariba. Pewnej parze przyszła ochota kochać się w pobliskim buszu. Pech chciał, że kiedy byli w trakcie zabawy, zza zarośli wyszedł lew. Kochanek zdołał uciec, ale kobiecie się to nie udało.

Kolejny przykład. Rumuński piłkarz, Mario Bugeanu, wrócił do domu ze swoją dziewczyną, Mirelą. Nie czekali, aż dotrą do sypialni. Zaczęli tuż po wjeździe samochodu do garażu. Nie pomyśleli, że warto byłoby wyłączyć silnik. Oboje zatruli się spalinami.

Pewien taksówkarz z Południowej Karoliny natknął się na leżące na ulicy dwa nagie ciała, więc wezwał policję. Powód śmierci kochanków ustalono bez trudu. Oboje spadli ze znacznej wysokości. Trudno było jednak ustalić, jak doszło do wypadku. Wszystko wyjaśniło się, gdy policjanci weszli na dach. Leżały tam dwa ubrania. Najwyraźniej para w tym właśnie miejscu miała ochotę oddać się igraszkom. Pech jednak chciał, że tego dnia padał deszcz, więc dach był mokry i śliski. Oboje spadli z wysokości 6 piętra.

 

Antoni Szmytkowski

< 1 2 3

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]