Jego domeną było kontrolowanie rynku prostytucji, rozboje, pobicia, haracze, a nawet handel bronią. Brzydził się za to narkotykami! Postanowił, że na „prochach” nie będzie robił pieniędzy (dzisiaj to najbardziej dochodowa gałąź przestępczej branży). Mimo że stronił od handlu narkotykami, to nie unikał pobierania „podatku” od tych, którzy handlowali amfą czy marychą. Opodatkował też wszystkich „łobuzów” i – jak któryś z nich chciał zrobić jakiś skok – to najpierw musiał dostać od Heńka zgodę, a po wszystkim oczywiście odpalić mu odpowiedni procent.

Na hasło „Pineza” lub „jestem od Pinezy” wszyscy reagowali strachem. Henryk P. był bohaterem pierwszego wielkiego gangsterskiego procesu w Opolu. Na salę rozpraw eskortowali go antyterroryści, a w czasie procesu obowiązywały w sądzie podwyższone środki bezpieczeństwa. Przez długi czas jego postać pojawiała się na pierwszych stronach gazet. Odsiedział 14 lat, a w kwietniu 2017 roku znowu zrobiło się o nim głośno. Co było tego powodem? Szczegóły ujawniamy w grudniowym „Detektywie”

Jeśli chcesz poznać wiele innych, równie intrygujących historii oraz jesteś ciekaw losów jednego z największych opolskich „mafiosów”, koniecznie sięgnij po najnowszy numer miesięcznika „Detektyw” nr 12, który w sprzedaży jest od 14 listopada 2017 roku. Dostępny jest także w wersji elektronicznej do kupienia TUTAJ oraz w wersji do słuchania dostępnej TUTAJ.

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze