Kościół św. Piotra i Pawła w Rąbiniu pochodzi z czasów późnego gotyku. Wzniesiony został w miejscu wcześniejszej świątyni romańskiej – z jej pozostałości czerpano budulec. W 1648 roku dobudowano do niego dwie kaplice. Wejście kościoła po obu stronach zdobią tablice VII i VIII stacji Kopaszewskiej Drogi Krzyżowej. Są to repliki, ponieważ oryginały znajdują się w kopaszewskiej kaplicy.

To niby zwyczajny kościół z historią, jakich wiele w Polsce. Tymczasem działy się tam rzeczy niezwykłe… Praktycznie wszyscy okoliczni mieszkańcy wiedzieli o duchu, który nawiedzał plebanię. Sprawa wyszła jednak poza parafialne granice w 2009 roku, kiedy ksiądz poinformował o tym wiernych z ambony.

Podczas mszy proboszcz powiedział nam o duchach nawiedzających plebanię i poprosił nas o modlitwę. Podobno później miał trochę spokoju… Jednak zjawa nie dawała za wygraną – opowiadała jedna z parafianek wielkopolskiego Rąbinia.

Ludzie od dawna gadali o niesłychanych rzeczach, które dzieją się w plebanii, chociaż jeden z wcześniejszych księży, urzędujący tam ponad 20 lat, nic o duchach nie mówił. Kolejny duchowny wytrwał 6 czy 7 lat, ale podobno wyprowadził się właśnie przez ducha.

Natomiast następny ksiądz, już po kilku miesiącach od objęcia parafii, podzielił się swoimi spostrzeżeniami z parafianami. Mówił, że na plebanii światła same się zapalały i gasły. Telewizor sam z siebie zmieniał kanały. Drzwi zamykały się na klucz, a z różnych miejsc dobiegały hałasy.

Przed zjawami duchowny ostrzegał także elektryków pracujących na plebanii. Tłumaczył, żeby się ich nie bać, bo duch krzywdy nie robi, tylko lubi się ujawniać. Twardzi mężczyźni na te wieści wzruszali tylko ramionami. Nie takie rzeczy w życiu widzieli…

Proboszcz deklarował, że ze zjawami miał problem jeden z goszczących na plebanii kleryków. Podobno czuł czyjąś obecność. Bywało, że nie mógł otworzyć drzwi, mimo iż nie były zamknięte na klucz. Innym razem po pokoju wirował jego biret.

Cała wieś próbowała ustalić, czyja zjawa i dlaczego nawiedza plebanię. Pierwsza na myśl przychodziła hrabina Zofia Chłapowska (Rąbiń i okolice były jej rodowymi dobrami). Urodzona w 1824 roku Zofia odebrała staranne wykształcenie. Była bardzo blisko związana z rodzicami. Kiedy wyszła za mąż za niezbyt urodziwego Jana Koźmiana, krążyły plotki, że nie jest szczęśliwa. Pogłoskom przeczą rodzinne zbiory korespondencji, z których wynika, że małżonkowie byli wobec siebie bardzo czuli. Niestety, kobieta była dość kruchej i niestabilnej konstrukcji psychicznej, aby nie powiedzieć, że miała problemy psychiczne… Często wpadała w melancholię i zmagała się z depresją. Zaburzenia umysłowe doprowadziły ją do samobójstwa. Popełniła je w październiku 1853 roku. Pochowano ją w rodzinnych grobach przy kościele w Rąbiniu. Dwa lata później, przy drodze, którą szedł kondukt pogrzebowy, postawiono kapliczki drogi krzyżowej. 16-kilometrowa trasa Kopaszewskiej Drogi Krzyżowej wiodła przez pola, lasy i łąki. Płaskorzeźby poszczególnych stacji sprowadzono z Paryża, gdzie wykonane zostały w jednej z modniejszych wówczas pracowni. Po śmierci żony Jan Koźmian przez jakiś czas przebywał w Kopaszewie, gdzie otaczał opieką swoich poddanych. Utworzył tam m.in. ochronkę dla dzieci. Ostatecznie poświęcił się kapłaństwu.

Podczas II wojny światowej niemiecki zarządca wydał Józefowi Kasprzykowi i jego synowi Antoniemu polecenie zburzenia dwóch kapliczek. Kiedy mężczyźni odmówili wykonania polecenia, zostali pobici tak dotkliwie, że przez miesiąc nie byli zdolni do pracy. Ostatecznie kapliczki i tak zburzono.

Kopaczewska Droga Krzyżowa została odbudowana i uroczyście poświęcona w 1997 roku.

Inna teoria mówi, że to wcale nie nieszczęśliwy duch Zofii Chłapowskiej nawiedza plebanię w Rąbiniu. Zjawy pojawiają się za sprawą starego, średniowiecznego cmentarza, który archeolodzy odkryli pod świątynią. Z badań można wnioskować, że kościół został wzniesiony w miejscu dawnego cmentarza przykościelnego, związanego z wcześniejszym kościołem romańskim.

W jednym z wykopów odkryto szczątki dziecka, które częściowo znajdowały się pod kamiennym fundamentem późnogotyckiego kościoła. Pozwala to stwierdzić, że przed rozbudową kościoła nie ekshumowano znajdujących się tam grobów.

Jest jeszcze jedna plotka – tajemnicza zjawa to ponoć duch pewnej dziewki, która dawno temu została skrzywdzona przez proboszcza i teraz mści się na innych księżach.

Parafianie niechętnie opowiadają o duchach. Może boją się zemsty zjawy. A może nie chcą, aby ktoś szydził, że są dorośli, a wierzą w duchy. Nawet sam proboszcz, który mówił na mszy o dziwnych rzeczach, jakie miały się dziać w plebanii, nie chciał na ten temat rozmawiać z dziennikarzami. Stwierdził, że jest to wewnętrzna sprawa parafii. Dodał, że parafia jest jak rodzina, a przecież spraw rodzinnych nie omawia się na publicznym forum. Według informacji udzielonej przez proboszcza, duch przestał zresztą już straszyć. Czyżby przestraszył się zainteresowania mediów?

Agnieszka Kozak

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze