Po okresach bujnego rozwoju i pobłażania wobec „dziewcząt dla wszystkich” – przychodzi z reguły czas pokuty, potępienia i walki; ustawia się wtedy szlabany dla płatnej miłości. Nikt jednak, jak do tej pory, nie wymyślił skutecznych recept na to, by przedstawicielki najstarszego zawodu świata zaprzestały swej frywolnej działalności.

Badacze dziejów prostytucji sięgają zwykle do kolebek cywilizacji na Bliskim Wschodzie, do krajów Sumerów czy Persów i wszędzie stwierdzają istnienie miłości sprzedajnej, mniej lub bardziej rozwinięte. Gdzieniegdzie wiązano ją nawet ze świątynnym kultem, gdyż uprawiały ten proceder kapłanki. Największy jednak jej rozkwit – i co do tego wszyscy są zgodni – stwierdza się w antycznej Grecji.

Było tam już wszystko, co powtarzało się potem w innych krajach i w różnym czasie: a więc uliczne „cichodajki” i ekskluzywne hetery. Jeśli czegoś brakło, to chyba tylko „callgirls” na telefon i ogłoszeń w mediach, ale starożytni mieszkańcy Hellady dawali sobie doskonale radę na miarę ówczesnych możliwości informacyjnych; z rozpoznaniem i adresem panienki nigdy zdaje się nie bywało problemów.

Dobra znawczyni seks-biznesu, Amerykanka Nickie Roberts, tak sumuje wiedzę zdobytą z lektur o tamtych czasach: „Bogaty Grek miał do dyspozycji gamę fantastycznych i różnorodnych usług seksualnych, mógł przy tym rozkoszować się nimi najzupełniej otwarcie. Były tam prostytutki świątynne, wysokiej klasy kurtyzany, prostytutki – tancerki, ulicznice, niewolnice w domach publicznych. A jeśli te możliwości okazywały się zbyt ograniczone, zawsze mógł skorzystać z usług młodych chłopców, konkubin, swoich niewolnic czy nawet – w ostateczności – własnej żony. Były to istotnie złote czasy dla seksu – dla mężczyzn, którzy mieli złoto”.

Ówcześni Grecy widzieli w domach publicznych same zalety: Drzwi – zachwycał się filozof-sybaryta Ateneos – stoją otworem, cena to jeden obol. Dalej do środka. Nie ma tu bzdurzenia, plotek, podstępów. Rób to, czego pragniesz, i tak jak pragniesz. Skończyłeś? Pożegnaj się. Ona nic już więcej od ciebie nie żąda.

Czy taki stan rzeczy odpowiadał również płci pięknej? W to można wątpić, jako że kobiety nie miały żadnych praw.

Obowiązkiem żony było rodzenie dzieci, niewiasty zaś nie mające zamiaru wyjścia za mąż – prawo uznawało za dobro publiczne, dostępne dla wszystkich.

Solon, ateński mąż stanu i prawodawca z VI wieku p.n.e., który podzielił obywateli na klasy, co stanowiło podstawę do świadczenia obowiązków – dla pań kupczących swym ciałem nie był zbyt życzliwy. Potraktował je niemal wyłącznie jako seksualne niewolnice, pieniądze bowiem za ich usługi zagarniał urzędnik prowadzący dom publiczny; prostytutkom zapewniano jedynie utrzymanie.

Ta próba „upaństwowienia” kobiet świadczących usługi seksualne za pieniądze wkrótce okazać się miała czystą teorią, podobnie zresztą jak wszystkie inne inicjatywy, zmierzające do wzięcia w karby i uregulowania przepisami tej z natury rzeczy czysto prywatnej działalności. Panie prostytuowały się na własną rękę i wkrótce zaroiło się od luksusowych heter, które nawet kształciły się w specjalnej szkole zwanej gynaceum; uczyły się zresztą nie tylko ars amandi, ale i zdobywały wiedzę ogólną. Niektóre z tych wykształconych heter odcisnęły nawet swe piętno na życiu publicznym i politycznym państwa ateńskiego.

Podkreślić trzeba jednak przede wszystkim, że w państwie tym stała na niezwykle wysokim poziomie sztuka przyjemności erotycznej, chociaż to właśnie u Greków niektórzy skłonni są dopatrywać się korzeni mizogenizmu – potępienia kobiety i seksualności w ogóle, tak charakterystycznego potem dla wczesnego chrześcijaństwa. Może spowodował to przesyt erotyzmu?

Stanisław Milewski

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze