Do restauracji „Baszta” przy ul. Puławskiej lubił zaglądać Andrzej Kolikowski pseudonim Pershing (w latach 90. lider gangu pruszkowskiego), zwłaszcza gdy wracał z wyścigów na Służewcu.

Serwowano tam typową staropolską kuchnię – dziki, drób, nóżki w galarecie, bażanty i kaczki, ale największym przebojem było pieczone w całości prosię.

Restaurację zamknięto w 2009 roku, równo po pięćdziesięciu latach. Był czas, że „Baszta” była jedną z najpopularniejszych restauracji w Warszawie, odwiedzaną tak chętnie, że dokonanie rezerwacji niemalże graniczyło z cudem. Założona została w 1959 roku przez Stefana Staniszewskiego. Początkowo przynosiła duże zyski, ale wraz z upadkiem PRL-u zaczęła powoli podupadać. Wielka szkoda, że lokal został zamknięty, gdyż sama historia budynku jest niezwykle ciekawa. Zaprojektował go w 1896 roku Władysław Marconi (prawdopodobnie dla rodziny Branickich, chociaż pojawiają się informacje, że na zlecenie „króla polskiej czekolady” – Jana Fruzińskiego). Budynek przebudowano w latach 50., to wtedy pojawiła się m.in. charakterystyczna baszta.

Lokal cieszył się niezwykłą popularnością. Lubił w nim bywać premier Cyrankiewicz. Goszczono tam np. Neila Armstronga (pierwszego człowieka na Księżycu) czy Jane Fondę. Podobno ubecy wiozący na przesłuchanie zatrzymanego Jacka Kuronia wpadli do Baszty na zakrapiany obiad w towarzystwie… aresztanta.

O restauracji „Baszta” powstała książka zatytułowana „Restauracja”. Opowiada ona historię upadku podwarszawskiego lokalu oraz rodziny, która go prowadziła. Autorką zdjęć do książki jest córka jej założyciela, Julia Staniszewska, zaś opowiadanie napisał Mikołaj Łoziński.

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze