Rosalinda Stubborn była bardzo zamożną wdową po znanym producencie whisky. Mimo swoich 79 lat, trzymała się całkiem nieźle. Mieszkała samotnie, jeśli nie liczyć dwojga służby, w dużym, pamiętającym jeszcze epokę wiktoriańską, domu.

Niestety nie miała dzieci i siłą rzeczy jej najbliższymi osobami byli mężczyzna i kobieta, zatrudnieni do prowadzenia domu: Matylda – pełniąca rolę kucharki i pokojowej, oraz Stanley – będący ogrodnikiem, szoferem i stróżem w jednej osobie. Mimo uciążliwych dziwactw właścicielki, Matylda i Stanley trwali przy swej chlebodawczyni, gdyż swego czasu obiecała im, że w testamencie zapisze obojgu po okrągłej sumce – za wieloletnią wierną służbę – jak się wyraziła. W tak wielkim domu, usytuowanym w rozległym ogrodzie i otoczonym murowanym parkanem, pracy starczyłoby i dla większej liczby służby, lecz starsza pani Stubborn była osobą bardzo oszczędną. Tak mijały miesiące i lata, a każdy następny dzień był podobny do poprzedniego.

Pewnego czerwcowego poranka, sielski spokój w rezydencji został brutalnie przerwany. Stróż Stanley powiadomił telefonicznie najbliższy komisariat policji, że jego chlebodawczyni nie żyje. – Chyba została zamordowana – powiedział przyjmującemu zgłoszenie sierżantowi Loganowi.

Do rezydencji pani Stubborn przybył natychmiast komisarz Hamilton, i podczas rutynowych czynności obejrzał dokładnie sypialnię na piętrze, gdzie leżały zwłoki. Zlustrował także rozległy ogród i pozostałe pomieszczenia. Ostatnimi ludźmi, którzy widzieli panią Stubborn żywą, byli oczywiście Matylda i Stanley, więc komisarz przesłuchał ich jako jedynych świadków.

Zeznanie Matyldy:

Jak każdego dnia, wczoraj wieczorem przygotowałam kolację w jadalni na dole o godz. 19. Jednak pani Stubborn nie miała apetytu, skarżąc się na dolegliwości żołądkowe. Odprowadziłam ją na górę do sypialni i starsza pani położyła się do łóżka. Około godz. 20 moja chlebodawczyni wezwała mnie, prosząc o gorącą herbatę, gdyż jak powiedziała, chciała popić lekarstwo. Dokładnie po kwadransie przyniosłam jej filiżankę herbaty, którą postawiłam na nocnej szafce obok łóżka. Pani powiedziała mi, że zrobiło jej się trochę lepiej i ma zamiar zaraz zasnąć, więc nie będę jej już dzisiaj potrzebna. Wróciłam na dół do kuchni, aby dokończyć zmywanie naczyń po kolacji. Następnie w swoim pokoju oglądałam telewizję, ale program szybko mnie znudził, więc zmęczona całym dniem poszłam spać. Dzisiaj rano jak zwykle przygotowałam lekkie śniadanie i z tacą w ręku poszłam na górę do sypialni pani Stubborn. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, drzwi do pokoju były zamknięte na klucz. Pukałam i wołałam, ale starsza pani nie odpowiadała. Zaniepokojona wezwałam Stanleya, aby wyważył drzwi. Kiedy to uczynił, zobaczyłam leżącą bez ruchu na podłodze obok łóżka moją panią. Przy niej leżał flakon z rozsypanymi na ziemi pigułkami. Doskoczyłam do niej, chwytając ją za rękę. Była całkiem zimna. Zrozumiałam, że nie żyje. Powiedziałam Stanleyowi aby niczego nie dotykał i natychmiast zadzwonił na policję. To wszystko co mogę powiedzieć.

Zeznanie Stanleya:

– Jak każdego dnia, zaraz po kolacji miałem obowiązek zrobić obchód wokół domu. Wypuściłem z klatki psy, zamykane tam w czasie dnia i poszedłem skontrolować ogród. Obszedłem posiadłość wzdłuż ogrodzenia i zamknąłem bramę. Była dokładnie  godz. 20, gdy kierując się w stronę domu zauważyłem mimo zamkniętych okiennic, światło w pokoju chlebodawczyni. Zdążyłem zrobić parę kroków, gdy światło zgasło. Ponieważ psy zachowywały się dziwnie niespokojnie, jakby zwęszyły kogoś obcego, rozglądałem się uważnie, ale niczego nie zauważyłem. Mniej więcej pół godziny posiedziałem jeszcze na ławce pod drzewami, ponieważ czerwone powietrze jest takie przyjemne. Wstając z ławki zauważyłem, że w pokoju pani Stubborn znowu zapaliło się światło. Po powrocie do swego pokoju wypiłem małego drinka, przejrzałem rubrykę sportową w gazecie i położyłem się spać. Rano usłyszałem wołanie Matyldy i przyszedłem na górę. Ponieważ drzwi do sypialni chlebodawczyni były zamknięte na klucz, musiałem je wyważyć. Dalej już pan wie, panie komisarzu. Matylda kazała mi natychmiast dzwonić na policję. Nic więcej nie wiem.

Po przesłuchaniu służby, komisarz w pierwszej chwili pomyślał, że oboje kłamią, gdyż to oni razem dopuścili się zbrodni, działając wspólnie i w porozumieniu. Wszystko wskazywało bowiem na to, że ofiara została otruta. Całkowitą pewność – pomyślał Hamilton – będę miał dopiero po wynikach sekcji. Jednak po chwili zastanowienia komisarz doszedł do wniosku, że zabójca musiał działać samodzielnie, nie wtajemniczając w swe plany drugiej osoby. A więc jedno ze służby kłamało. Ten kto złożył fałszywe zeznania, musi więc być mordercą.

Kto skłamał – Matylda czy Stanley?

Rozwiązanie zagadki kryminalnej na kolejnej stronie.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze