Polska Ludowa nie miała żadnej oficjalnej polityki wobec mniejszości seksualnych. Formalnie ich nie karała, ale zmuszała do życia w ukryciu. W praktyce sądowej homoseksualizm traktowano jako chorobę psychiczną albo efekt demoralizacji podobny do alkoholizmu.

Nieoficjalnie, władza podchodziła do homoseksualistów z mieszaniną obrzydzenia, politowania, a jednocześnie niezdrowej ciekawości. Społeczeństwo (w znakomitej większości) – podobnie.

 

Szerzący zło degenerat

Plan operacji „Hiacynt” zatwierdził ówczesny wiceszef Milicji Obywatelskiej gen. Zenon Trzciński. Jego zdaniem było to piekielnie potrzebne, bo milicja miała niedostateczne rozpoznanie zjawiska prostytucji homoseksualnej w Polsce. Ta wiedza była wskazana z powodu narastającej skali przestępstw dokonywanych przeciwko życiu, zdrowiu i mieniu homoseksualistów.

Trzeba coś z tym zrobić – zawyrokował Trzciński.

Gej w rozumieniu ówczesnych władz był „szerzącym zło degeneratem”, sprowadzającym młodzież na złą drogę, a do tego nosicielem wirusa HIV (w Polsce pojawiły się pierwsze przypadki zarażenia tym wirusem). Zapewne dlatego wskazywano także na cel zdrowotno-sanitarny akcji. Mówiono o narastającej epidemii AIDS. W związku z czym potrzebne było działanie prewencyjne. Tyle że podczas akcji „Hiacynt” (ani w kolejnych) nie przeprowadzono wśród zatrzymanych testów na obecność wirusa HIV, nie informowano ich o niebezpieczeństwie zarażenia się, nie podejmowano żadnych działań profilaktycznych.

W rzeczywistości operacja „Hiacynt” miała na celu z jednej strony poszerzenie bazy werbunkowej, z drugiej wyselekcjonowanie osób, które rokowały, że w przyszłości będą odgrywały ważną rolę w życiu społecznym i politycznym.

Chodziło o uzyskanie kompromitujących informacji, stanowiących źródło nacisku i szantażu.

 

Ulubione pozycje

Zgodnie z rozkazem, milicjanci mieli rozpoznać i umieszczać w swojej ewidencji osoby uprawiające prostytucję homoseksualną, pobrać odciski palców oraz „typować i pozyskiwać osobowe źródła informacji poufnej”, a także ustalać i rozpoznawać miejsca, w których homoseksualiści spotykali się i nawiązywali kontakty. Bladym świtem 15 listopada 1985 roku milicjanci i esbecy jednocześnie wpadli do lokali tysięcy homoseksualistów w całej Polsce. Tak zaczęła się niechlubna operacja „Hiacynt”. Aresztowanych zabierano do komisariatów i przesłuchiwano bez jakiejkolwiek podstawy prawnej. Zgarniano ich z mieszkań, uczelni i zakładów pracy. Przeczesywano miejsca spotkań homoseksualistów – parki, łaźnie publiczne, kawiarnie i szalety miejskie. Aresztowano osoby o orientacji homoseksualnej, jak i te o nią podejrzane. Kiedy zatrzymani pytali o powód ujęcia, najczęściej słyszeli odpowiedź: – Później się dowiesz, pedale. Bez najmniejszego skrępowania pytano ich o nazwiska innych homoseksualistów (bardzo pożądane były nazwiska osób przyjeżdżających z Zachodu), stosowane pozycje współżycia i ulubiony typ kochanka, który wywołuje podniecenie.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze