Na przełomie marca i kwietnia 1933 roku stołeczny Sąd Okręgowy rozpoznawał sprawę Henryka Okonka. Salkę na rozprawę wyznaczono niewielką, chociaż publiczność bardzo się nią interesowała. Gazety sugerowały motyw miłosny, którego raczej nie było.

Henryk Okonek zamordował siedmioma uderzeniami młotka, masakrując nim jeszcze zwłoki, siedemnastoletnią Irenę Kudelską. Jak można wnioskować z notatek prasowych, chyba mało kto zdawał sobie sprawę, że była to zbrodnia popełniona przez narkomana w celu zdobycia pieniędzy na kokainę. Wprawdzie „Kurier Polski” napisał, że śledztwo wykazało, iż „Okonek był kokainistą i krytycznego dnia był podniecony silną dawką białej trucizny”, ale w procesie ten motyw nie znalazł odbicia.

Do tragedii doszło 1 grudnia 1932 roku. Gdy Apolonia Kudelska wróciła do domu, znalazła zmasakrowane zwłoki młodszej siostry i niezbyt przytomnego 26-letniego Okonka, uchodzącego za studenta Szkoły Nauk Politycznych.

Uważano go za narzeczonego Ireny, chociaż nigdy się jej nie oświadczył i traktował jedynie jako bratnią duszę.

Okonek przyznał się do zbrodni, twierdził jednak, iż zabił narzeczoną na jej własne żądanie, i że sam zamierzał popełnić samobójstwo, popadł jednak w omdlenie. Podczas niesamowitej sceny zabójstwa nastawiony przez Okonka patefon grał przebój tamtych czasów – tango „Rebeka”. Na stole znaleziono zakrwawioną kartkę, na której zabójca – mający ambicje poetyckie i przeżywający typowe dla narkomana męki twórcze – napisał wiersz będący apoteozą śmierci.

Świadkowie, a zwłaszcza siostra, przedstawili Irenę Kudelską jako dziewczynę bardzo pogodną, pełną życia, która nie miewała myśli samobójczych. Natomiast Okonek to blagier, który nigdy studentem nie był i nosił tylko akademicką czapkę. Robił wrażenie człowieka uczciwego i szybko zdobył zaufanie sióstr; najpierw oświadczył się doskonale zarabiającej Apolonii, ale jej jako mężczyzna nie podobał się zupełnie. Raz była z nim na dansingu i Okonek trzymał jej torebkę; okazało się potem, że zginęła jej cenna broszka.

 

Matka oskarżonego idealizowała syna i całe zło widziała w kokainie, której nadużywał od dłuższego czasu. Ponieważ nie umiała sprecyzować, co to jest kokaina, wytrawny sprawozdawca sądowy, adwokat Janusz Olchowicz, pisujący pod kryptonimem „o.” – ocenił jej zeznania jako „bardzo mało istotne” („Kurier Warszawski” 1933 nr 90 wyd.por.), chociaż to najprawdopodobniej był klucz do zrozumienia psychiki Okonka.

Lekarze psychiatrzy dopatrzyli się u oskarżonego wybitnych cech psychopatycznych, ale tylko w niewielkim stopniu ograniczających możliwość kierowania czynem. W konkluzji orzekli, że jest poczytalny.

Sąd skazał Okonka na dożywocie, przyjmując, że działał z chęci zysku. Nie orzeczono kary śmierci – jak podkreślił w uzasadnieniu wyroku wiceprezes sądu Władysław Posemkiewicz – ze względu na ograniczoną w pewnym sensie poczytalność. Na opinię psychiatrów powołał się więc w swej apelacji mecenas Zygmunt Hofmokl-Ostrowski (ojciec) i uzyskał zmniejszenie kary do 15 lat więzienia.

Stanisław Milewski

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze