Policjantka przez dwie godziny spisywała zeznania prostytutki i chwilami purpurowiała, bynajmniej nie z powodu pikantnych szczegółów, jakich nie szczędziła przesłuchiwana… Co chwilę padały nazwiska osób z tak zwanego świecznika, które miały korzystać z usług „Gabi”.

Jeżdżenie starym volkswagenem transporterem nie jest przyjemne, ale za to tanie i praktyczne. Z takiego założenia wychodził 65 letni Jerzy W., który poruszał się właśnie takim pordzewiałym i miejscami naprawdę poskręcanym na druty, autem. Woził nim jabłka na pobliskie targowiska. Samochód był brzydki delikatnie mówiąc, ale niezawodny i technicznie sprawny, co ku zaskoczeniu policjantów potwierdziły później specjalistyczne badania.

Niestety, kiedy w jesienny, dżdżysty poranek, 17 listopada 2011 roku, Jerzy W. jechał na targowisko, był praktycznie bez szans na uniknięcie najechania na leżącą na jezdni kobietę.

Ostry zakręt w prawo na nieoświetlonej miejskiej ulicy spowodował, że kiedy zauważył tę kobietę, było już za późno… Słabe ze starości reflektory transportera nie oświetliły jej dostatecznie wcześnie, a załadowany jabłkami samochód długo sunął po jezdni pomimo wciśnięcia pedału hamulca.

W ułamku sekundy Jerzy W. zdał sobie sprawę, że samochód zaczyna sunąć bokiem, więc odpuścił hamowanie, jakimś cudem wyprowadził pojazd z poślizgu i dopiero kilkadziesiąt metrów dalej wyhamował. Wyskoczył z samochodu i podbiegł do kobiety, która chyba jeszcze żyła, ale była nieprzytomna i nie oddychała. Niestety prawie trzytonowy pojazd, załadowany po dach skrzyniami jabłek, przejechał kołami po dolnej części jej klatki piersiowej uszkadzając nie tylko żebra, ale także wątrobę i inne ważne organy.

Kobieta zmarła przed przybyciem karetki pogotowia wezwanej przez zszokowanego kierowcę, który dzwoniąc na numer ratunkowy 112 powiadomił także policjantów.

 

***

Ratownicy tylko potwierdzili zgon, a policjanci rozpoczęli rutynowe czynności. Nim jednak przybyła ekipa do przeprowadzenia oględzin mało brakowało a doszłoby do kolejnego wypadku. Wyjeżdżający dosyć szybko zza zakrętu taksówkarz omal nie najechał na policjanta zabezpieczającego miejsce zdarzenia. Był to kolejny dowód na to, że kierowca transportera miał nikłe szanse na uniknięcie najechania na kobietę.

Taksówkarza, który po odbiciu kierownicą wylądował na płocie, ukarano mandatem i natychmiast przed zakrętem wystawiono radiowóz z pulsującymi światłami, który stał tam aż do zakończenia oględzin, pomimo że już dawno zrobiło się widno.

 

Oględziny i późniejsza sekcja zwłok potwierdziły, że kobieta żyła i nie miała obrażeń zanim najechał na nią samochód. Leżała na jezdni na plecach z rękami ułożonymi wzdłuż tułowia. Głową skierowana była do środka jezdni a nogami w kierunku pobocza. Była ubrana w dość kusą spódniczkę, obcisłą bluzkę i czarną krótką kurtkę oraz wełnianą czapkę. Strój był niekoniecznie najlepszy na tę porę roku, zwłaszcza w połączeniu z kilkunastocentymetrowymi obcasami lakierowanych butów. Oszacowano, że kobieta miała około 20-25 lat, a biorąc pod uwagę strój i mocny makijaż przypuszczano, że mogła wracać z jakiejś imprezy.

Sekcja zwłok potwierdziła też to, co zauważyli już policjanci na miejscu tego zdarzenia… W wyniku najechania przez ciężki samochód kobieta doznała obrażeń wielonarządowych, skutkujących rozległym krwotokiem wewnętrznym. Zmarła bardzo szybko. W trakcie sekcji i oględzin zwłok stwierdzono także ślady świadczące o tym, że hamujący volkswagen transporter miał zablokowane tylne koła, przed którymi przesuwał po jezdni ciało kobiety. Gdy kierowca wyczuł poślizg i puścił hamulec, samochód przejechał także tylnymi kołami po ciele kobiety. Czy miało to wpływ na rodzaj i intensywność obrażeń? Tego biegli nie stwierdzili. Jednak ustalenie powyższych faktów miało bardzo istotne znaczenie dla odpowiedzialności Jerzego W. Oceniono, że sytuacja na drodze, prędkość pojazdu, a także mokra nawierzchnia powodowały, że kierujący bardzo obciążonym samochodem miał ograniczoną możliwość uniknięcia najechania na leżącą na jezdni kobietę. Uznano go w późniejszym okresie za winnego najechania, ale odstąpiono od nakładania na niego kary.

Na ciele kobiety nie znaleziono żadnych śladów np. gwałtu, czy pobicia lub innych dających podstawę do snucia przypuszczeń, co do tego, w jaki sposób znalazła się na jezdni w nocy.

 

Nieznajoma znajoma

Policjanci twierdzą, że od początku dosyć podejrzliwie podchodzili do sprawy przejechania leżącej na jezdni młodej kobiety. Ich doświadczenie mówiło, że leżące na drodze osoby, to w zdecydowanej większości starsi mężczyźni, zdeklarowani alkoholicy, którym nie udało się dojść do domu. Kolejną dziwną okolicznością było to, że kobieta nie miała przy sobie torebki, ani nie znaleziono jej w pobliżu. Która dama wybiera się na imprezę, bez tego nieodłącznego atrybutu kobiecości?

Brak torebki skutkował oczywiście brakiem dokumentów i przez pewien czas zmarłą określano jako NN. Podobno jednak już podczas przygotowywania sekcji zwłok, jeden z lekarzy rozpoznał denatkę, ale uznał, że nie będzie chwalił się tą znajomością.

Dopiero, kiedy fotografie jej twarzy dotarły do Komendy Miejskiej Policji w T., policjanci rozpoznali, że jest to prostytutka o pseudonimie Gabi. Kobieta pochodziła z Bułgarii, ale posiadała polskie obywatelstwo uzyskane dzięki fikcyjnemu ślubowi. Policjanci wiedzieli nawet, w której agencji towarzyskiej pracowała. Nie była to tzw. tirówka stojąca w lesie lub przy parkingach, ale „dama” z wyższej kasty, zamawiana na telefon.

1 2 3 4>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze