Powiedziała matce, że od rana ma kłopoty z żołądkiem. Tamta, z zaciekawieniem patrząc w ekran telewizora, gdzie wyświetlany był 376 odcinek telenoweli o romantycznej miłości i podłej zdradzie, chyba nawet nie usłyszała.

Dziewczyna powtórzyła więc głośniej, że boli ją brzuch. Liczyła, że matka zainteresuje się nią i zauważy stan, w jakim się znajduje i odwiedzie córkę od jej postanowienia. Ale ona tego nie zrobiła. – Później dziecko, daj mi jeszcze kwadrans – odpowiedziała z roztargnieniem, nie odwracając się od telewizora.

Cóż, w tej sytuacji nic innego mi nie pozostaje – pomyślała. Już się nie wahała. Weszła do łazienki, zamknęła drzwi na zasuwę. Nikt jej nie przeszkadzał, bo nikt w tym domu nie interesował się co dziewczyna robi. Rodzice uważali, że jako osoba pełnoletnia ma prawo sama decydować o sobie, podejmować decyzje. Pełnoletnia owszem była, ale chyba jednak nie w pełni jeszcze dojrzała do podejmowania ważnych życiowych decyzji…

Napełniła wannę wodą i po chwili poczuła ostry, przeszywający ból w całym ciele. Miała ochotę krzyczeć, ale jakoś się powstrzymała. Mocno zacisnęła zęby i nawet nie jęknęła. Kilka minut później urodziła dziecko. Pospiesznie odcięła nożyczkami pępowinę, po czym udusiła noworodka biustonoszem. Nie chciała patrzeć w stronę dziecka, więc zacisnęła powieki.

Ojciec od dwóch dni był w delegacji na drugim końcu Polski. Telenowela, która pochłaniała całą uwagę matki, jeszcze się nie skończyła. Brat pochłonięty był grą komputerową. Nikt z rodziny nie widział, jak wynosiła z łazienki zawiniątko w reklamówce i jak chowała je pod biurkiem. Następnego dnia rano, idąc po schodach, nie natknęła się na żadnego z sąsiadów. A nawet gdyby kogoś spotkała, było mało prawdopodobne, by zainteresowano się nią. Każdy ma przecież własne sprawy i problemy.

 

Noworodek na śmietniku

Romuald O. przez blisko 20 lat pracował jako palacz w szkole podstawowej w P. Potem szkoła została zlikwidowana. Nauczyciele znaleźli nowe posady, ale nie pan Romuald. Przekroczył już pięćdziesiątkę, miał ukończoną jedynie zawodówkę – no cóż, dla takich jak on pracy w 20-tysięcznym miasteczku we wschodniej części Polski – nie było. Przez pewien czas pobierał zasiłek dla bezrobotnych, potem starał się o przejście na rentę chorobową. Niestety, komisja lekarska uznała, że jest okazem zdrowia, a to oznaczało, że świadczeń nie uzyska. Nikt jednak nie zastanawiał się, z czego teraz ten człowiek będzie się utrzymywał.

Znał się na murarce i wykończeniówce. Od czasu do czasu łapał prywatne zlecenia. Ale coraz rzadziej; ludzie woleli teraz korzystać z usług wyspecjalizowanych firm, wystawiających faktury, by móc potem odliczyć sobie od podatku koszty remontu. Romualdowi O. nie pozostało więc nic innego, jak zacząć grzebać po śmietnikach. – Chyba lepsze to, niżbym miał kraść – mówił znajomym. – Zresztą jak się podejdzie do tego zajęcia z sercem, to i efekty czasami potrafią mile zaskoczyć.

Mężczyzna utrzymywał się ze zbierania makulatury i złomu. Owe „skarby” transportował następnie do jednego z dwóch działających w P. punktów skupu surowców wtórnych. Każdego ranka przeszukiwał osiedlowe kontenery i kosze na śmieci, w poszukiwaniu odpadów, które mógł spieniężyć.

W piątek, 20 października ub. r., około godziny ósmej rano grzebał w jednym z kontenerów ustawionych w pobliżu bloków przy ulicy Kasztanowej. W pewnym momencie natrafił na czarną torbę reklamową, wypełnioną jakąś tajemniczą zawartością. Coś miękkiego, stwierdził, wymacawszy ręką zawiniątko.

Był niezwykle uczulony na różnego rodzaju nietypowe odpady. Zdarzało się bowiem (co prawda niezmiernie rzadko), że szperacze znajdowali w kontenerach na śmieci pieniądze, biżuterię, czasem działające telefony komórkowe i inne rzeczy, które nie powinny znaleźć się na śmietniku, trafiały tam zaś w wyniku czyjegoś roztargnienia lub nieuwagi.

Zajrzał do środka i zobaczył ciało noworodka zawinięte w   biustonosz. Dziecko nie ruszało się. Mężczyzna natychmiast pobiegł do automatu telefonicznego. Po kilkunastosekundowym oczekiwaniu uzyskał połączenie.

Policja? Przyjedźcie na Kasztanową – powiedział. – W koszu na śmieci znalazłem malutkie dziecko. Chyba, niestety, już nie żyje…

 

Mogła mieszkać w pobliżu

Chłopczyk, którego zwłoki znaleziono na śmietniku, nie żył od co najmniej kilkunastu godzin. Ze wstępnych badań przeprowadzonych przez lekarza sądowego wynikało, że został uduszony. Sekcja zwłok noworodka potwierdziła te ustalenia. Dziecko urodziło się żywe i w pełni zdrowe. Było donoszone, nie miało żadnych widocznych wad. Uduszone zostało wkrótce po przyjściu na świat tym samym biustonoszem, w który było zawinięte.

Gdyby Romuald O. nie zauważył czarnego zawiniątka, zwłoki dziecka mogłyby bardzo długo nie zostać odkryte. W piątki bowiem na osiedle przy Kasztanowej przyjeżdża śmieciarka i opróżnia kontenery. Policjanci towarzyszący technikom zabezpieczającym ślady w miejscu znalezienia zwłok, zastanawiali się, czy osoba, która wyrzuciła dziecko do śmietnika jest tutejszą, czy też przyjezdna.

 

Jeden z policjantów przyjrzał się badawczo tłumowi mieszkańców pobliskich bloków, stojących kilka metrów dalej i przypatrujących się pracy ekipy śledczej. Czy wśród nich był morderca, czy też morderczyni, gdyż podejrzewano, że zbrodnię popełniła kobieta, matka noworodka…

Gdy na osiedlu pojawiła się policja, wieść o znalezieniu w kontenerze na śmieci martwego noworodka szybko rozniosła się wśród mieszkańców okolicznych bloków.

– Widziałam, jak je zabierali; małe zawiniątko w czarnym worku – powiedziała mieszkanka osiedla.

– Patrzyłam i płakałam. Jak można być tak okrutnym, gorszym niż zwierzę! Urodzić i zabić. Trzeba nie mieć serca, być pozbawionym jakichkolwiek uczuć… Przecież nawet zwierzęta nie porzucają młodych zaraz po porodzie. Jeżeli nie chciała dziecka wychowywać, mogła je oddać do adopcji, a nie dusić. Są przecież różne możliwości…  

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze